OPINIE
Data: 11 czerwca 2026 Autor: Grzegorz Kuczyński
Bitwa o Armenię. Wybór między Rosją a Zachodem
Wybory parlamentarne w Armenii 7 czerwca mają podobną wagę strategiczną, co wcześniej wybory w Mołdawii. Stawką jest geopolityczny kurs kraju: utrzymanie polityki zbliżenia z Zachodem lub powrót do rosyjskiej strefy wpływów. Starcie obozu premiera Nikola Paszyniana z opozycją to coś więcej niż wewnętrzny wybór opcji rządzącej.

Jeśli Paszynian utrzyma władzę, Armenia będzie kontynuowała kurs na UE i USA oraz normalizację stosunków z Azerbejdżanem i Turcją. Dla Moskwy to będzie ciężka porażka: chodzi nie tylko o samą Armenię, wcześniej przez dekady skazaną na sojusz z Rosją, ale też układ sił na całym Kaukazie.
Podobnie jak wcześniej w Mołdawii, Rosja rzuciła na „front armeński” wszystkie siły. Od potężnej kampanii dezinformacyjnej i aktywności wszystkich trzech służb wywiadowczych (FSB, GRU, SWR) po sponsorowanie i kreowanie sił opozycyjnych i bezpośrednie groźby sankcji gospodarczych. Jest to o tyle łatwiejsze w porównaniu z wcześniejszą walką w Mołdawii, że Armenia jest jeszcze bardziej powiązana z Rosją gospodarczo, ale też w sferze bezpieczeństwa (bazy rosyjskie na jej terytorium, pogranicznicy z FSB). No i jest członkiem Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej (EaWG), a ma ambicje – choć póki co oficjalnie skrywane – integracji z UE. Stąd Putin wspomina w kontekście Armenii o „scenariuszu ukraińskim”. Wszak wojna Rosji z Ukrainą w 2014 roku zaczęła się od tego, że w Kijowie obalono Wiktora Janukowycza, który wybrał integrację z EaWG zamiast z UE.
Armenia może stracić dostęp do taniego rosyjskiego gazu, jeśli zrezygnuje z integracji z Rosją – grozi Kreml. Przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin oskarża premiera Armenii Nikola Paszyniana o „nieuczciwość” i „podłość”. Rosjan niepokoi nie tylko zbliżenie Armenii do Unii Europejskiej, ale także uznanie przez Erywań jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego, który wydał nakaz aresztowania Władimira Putina. Rosja zakazała już importu z Armenii kwiatów, wody mineralnej oraz napojów alkoholowych trzech producentów. Co więcej, Putin wręcz żąda od Paszyniana, żeby przeprowadził referendum, w którym Ormianie mieliby wybierać między UE a EaWG. Co oczywiście obecnie nie jest kompletnie na rękę Paszynianowi. Jego wrogowie od razu zaczęliby straszyć potężnymi stratami gospodarczymi – obecny premier chce proces odcinania postsowieckiej pępowiny i łączenia się z rynkiem europejskim przeprowadzać powoli i ostrożnie.
Wybory w Armenii to też tak naprawdę starcie między Rosją a USA. 26 maja Armenię odwiedził sekretarz stanu USA Marco Rubio. Podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych Armenii Araratem Mirzojanem podpisał kartę o wszechstronnym partnerstwie strategicznym między obydwoma krajami oraz inne dokumenty. Niedawno wizytę w Erywaniu złożył wiceprezydent J.D. Vance, a na jesieni ub. r. w Białym Domu Armenia i Azerbejdżan w obecności Trumpa zawarły porozumienie. Otwiera ono drogę do podpisania oficjalnego traktatu pokojowego, ale też realizacji projektu „szlaku Trumpa” – korytarza tranzytowego przez południe Armenii łączącego Azerbejdżan z jego nachiczewańską eksklawą i Turcją. To może być też w przyszłości ważny element wielkiego szlaku handlowego łączącego Europę nie tylko z Kaukazem Południowym, ale też Azją Środkową.
Nie wydaje się, żeby Rosja była w stanie wygrać wybory rękami opozycji – choć nawet uruchomiła „scenariusz gruziński”, czyli obok starych wrogów Paszyniana z klanu karabaskiego (byli prezydenci Koczarjan i Sarkisjan) obalonych dzięki aksamitnej rewolucji 2018 roku, wystawiła nową twarz, związanego z rosyjskim biznesem miliardera Karapetjana. Sondaże pokazują, że poparcie dla Nikola Paszyniana i jego partii wystarczy do utrzymania obecnego układu rządzącego. To otworzy drogę do dalszego zbliżenia Armenii do Zachodu, a zarazem przyspieszy proces odcinania się Erywania do Rosji, skoro ta ostatnia tak otwarcie angażuje się w wybory, aby obalić Paszyniana. Co ważne, nie chodzi tylko o utratę wpływów w Armenii przez Moskwę, ale zarazem dalsze osłabienie jej wpływów na całym Kaukazie Południowym. Zagraża to korytarzowi handlowemu Rosja-Iran, bo górę weźmie szlak Azja Środkowa-Europa z dużym udziałem USA. Jak się okazuje, nie ma wiecznych sojuszy. Rosja od upadku Związku Sowieckiego była jedynym sprzymierzeńcem Armenii wciśniętej między wrogie jej Azerbejdżan i Turcję. Paradoksalnie, trzeba było przegranej wojny i utraty Górskiego Karabachu, by otworzyła się możliwość zmiany zewnętrznych sojuszy przez Erywań. Karabach przez dekady pozwalał utrzymywać Armenię w orbicie wpływów Moskwy. Ale też to właśnie okazało się gwoździem do trumny dominacji rosyjskiej w tym kraju – Kreml nie przyszedł bowiem w godzinie próby z pomocą Armenii. To ostatecznie pokazało Ormianom, że nie ma sensu pozostawać w izolacji i liczyć wyłącznie na Moskwę. Lepiej stracić Karabach, ale w zamian pójść naprzód i się rozwijać. Armenia to kolejny dowód na to, że zaangażowanie się Putina w próbę pokonania Ukrainy kosztuje Rosję utratę tradycyjnych wpływów w świecie postsowieckim.
Opinia zawarta w artykule reprezentuje prywatne poglądy autora, które są integralną częścią jego indywidualnego stanowiska.
Wesprzyj nas
Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.
Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.
