RUSSIA MONITOR

Data: 10 sierpnia 2017

Abchaska prowokacja

Władimir Putin w 9. rocznicę wybuchu wojny Rosji z Gruzją odwiedził separatystyczną Abchazję, przypominając o poparciu Moskwy dla tego samozwańczego quasi-panstwa. Wizyta, którą skrytykowała Gruzja, NATO i Stany Zjednoczone, potwierdza przyjęcie przez Moskwę konfrontacyjnego kursu także na Kaukazie.


© YEVGENY REUTOV PAP/EPA

Putina przyjął w kurorcie czarnomorskim Pitsunda „prezydent” Abchazji, Raul Chadżimba. Prezydent Rosji bez owijania w bawełnę wyjaśnił, na czym polegają „całkowicie specjalne stosunki” Moskwy z Suchumi: „W sposób wiarygodny gwarantujemy bezpieczeństwo, samowystarczalność i niepodległość Abchazji”. Z tych trzech rzeczy prawdziwe jest tylko to pierwsze, a i tak w specyficznej formie: bezpieczeństwo przed możliwością działań siłowych Gruzji. Abchazja jest bowiem w rzeczywistości w świetle prawa międzynarodowego zbuntowaną częścią państwa gruzińskiego, okupowaną obecnie przez Rosję. Po wojnie 2008 roku separatyści abchascy, podobnie jak południowoosetyjscy, ogłosili niepodległość, którą uznało zaledwie kilka państw, w tym Rosja. I to Moskwa ekonomicznie musi wspierać izolowany region.

Obecność Putina w tym regionie dokładnie w rocznicę wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej ma symbolizować trwałość zmian, czyli oderwania Abchazji i Osetii Południowej od Gruzji. Wizyta wpisuje się zarazem w politykę konfrontacji z USA – Putin przyjechał tu bowiem kilka dni po wizycie wiceprezydenta Mike’a Pence’a w Tbilisi, gdzie Amerykanin powtórzył stanowisko Waszyngtonu w sprawie terytorialnej integralności Gruzji i zapewnił, że kwestia przyjęcia tego kraju do NATO wciąż stoi na porządku dziennym. W Gruzji tym odbyły się też dopiero co międzynarodowe ćwiczenia wojskowe z udziałem żołnierzy NATO. Wydarzenia ostatnich dni pozwalają przypuszczać, że te środowiska polityczne w Tbilisi, które mówiły o chęci normalizacji stosunków z Rosją (Gruzja zerwała stosunki dyplomatyczne z Moskwą po przegranej wojnie z 2008 roku), teraz raczej z tego zrezygnują. Ze strony Moskwy widać bowiem raczej chęć eskalacji sytuacji, o czym świadczy wizyta Putina w Abchazji oraz niedawne ćwiczenia wojskowe tym regionie oraz w Osetii Południowej. Wciąż żywa jest też idea integracji Osetii Płd. z Osetią Północną wchodzącą w skład Federacji Rosyjskiej – co de facto oznaczałoby aneksję części terytorium Gruzji przez Rosję.

Z Abchazją sprawa nie jest już taka prosta, ponieważ spora część jej mieszkańców ma nacjonalistyczne poglądy i nie zrezygnuje z niezależności, nawet jeśli jest ona tylko na papierze. Z drugiej jednak strony około połowy ludności regionu to Rosjanie, Ormianie i Gruzini. Te dwie pierwsze grupy oczywiście ciążą ku Rosji. W 2014 roku Moskwa zacieśniła kontrolę nad Abchazją, zadbawszy o to, by nowym „prezydentem” został powiązany ze służbami specjalnymi Raul Chadżimba. Pod jego rządami Suchumi podpisało z Moskwą nowy traktat, w wyniku którego abchaskie siły zbrojne stały się częścią rosyjskiej armii. W regionie pojawiły się też nowe rosyjskie oddziały i nowe uzbrojenie, w tym systemy przeciwlotnicze S-300.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.